Cześć Kochani!

Jak wiecie na przełomie listopada i grudnia udałam się w moją wymarzoną podróż do Australii. Lot trwał wieki- Australio jesteś tego warta! W tym poście chciałabym polecić Wam 4 miejsca, która skradły moje serce jak również podać Wam kilka ciekawostek o tym pięknym kraju.

Numer 3 – Góry Błękitne ( 2 h drogi od Sydney)

To miejsce to must dla osób, które mają więcej czasu na zobaczenie Sydney i okolic! Pojechałam tam z wycieczką, co miało swoje dobre i złe strony. Plusy były takie, że było wesoło! Nasz brazylijski przewodnik rozbawiał nas do rozpuku i dostarczał ciekawych informacji o życiu w Australii. Fakt, który zapamiętałam jest związany z naszą wyimaginowaną wizją życia w tym kraju. Mówię o Europejczykach, którzy myślą, że ten kraj i zarobki tam to raj na ziemi. Podobno wcale nie jest tak kolorowo. Za wynajem dwupokojowego mieszkania na przedmieściach Sydney trzeba zapłacić około 2000 australijskich dolarów. Podczas gdy zarobki naszego przewodnika sięgały 2720 dolarów. Gdyby jego żona nie pracowała nie byliby się w stanie utrzymać z dwójką dzieci. Czyli wcale nie jest kolorowo. Przejdźmy do bajkowych Gór Błękitnych. Nie należą do szczególnie wysokich, bo ich najwyższy szczyt ma tylko 1111 m. n.p.m . Ich czar polega na tym, że rośnie tam tysiące drzew eukaliptusowych. Zawarte w liściach olejki parują, a gdy spojrzy się na góry z pewnej odległości, widać niebieską poświatę 🙂 Minusem wycieczki zorganizowanej z Sydney jest jej cena – 115 $ i to, że maszeruje się najbardziej znanymi, zatłoczonymi trasami. Myślałam, że trekking będzie trwał dłużej a łącznie były to nie całe dwie godziny. Dzięki Bogu! Temperatura w tym dniu przekroczyła 38 stopni! O zgrozo ! Pomimo wszystko bardzo polecam! Można wybrać się samemu pociągiem z Sydney do miasteczka Katoomba i obrać własny szlak!

Numer 2 – Latarnia w Byron Bay

Byron jest mekką surferów, ukochanym miejscem zarówno turystów jak i Australijczyków. Panuje tam radosna i beztroska atmosfera. Ludzie wstają późno, surfują a dzień wieńczą grillem nad oceanem. Można tam też poimprezować, chociaż raczej w barach i pubach niż w klubach. Klimat imprezowy jest trochę inny niż ten, do którego jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni. Godzinami można wpatrywać się w boskie ciała, zarówno te męskie jak i kobiece 😉  Jak już zdecydowałam się zebrać tyłek z plaży wybrałam się do latarni. Trasa na szczyt wzniesienia zajmuje około 2 h idąc z centrum miasteczka. Widoki po drodze są zachwycające. Bardzo szybko padła mi bateria w telefonie, bo na przemian robiłam zdjęcia i nagrywałam insta stories 🙂 Piękna roślinność i ocean- tak w skrócie można podsumować tą trasę.  Właśnie takie miejsca kocham najbardziej! Droga nie należy do bardzo łatwych! Jest tam sporo schodów do pokonania, ale każdy przystanek zapiera dech… W drodze powrotnej przekonałam się o uprzejmości Australijczyków, którzy chętnie zabrali mnie swoim pick upem do miasteczka. Martwili się, że nie zdążę wrócić przed zachodem słońca 😉 Polecam tą atrakcję szczególnie dlatego, że trasa nie jest bardzo zatłoczona. Można podziwiać piękne widoki we względnym spokoju w porównaniu ze spacerem z Bondi do Coggee w Sydney!

Absolutny numer 1 – Great Ocean Road i Remarkable Rocks (Wyspa Kangura)

Te dwie pozycje są u mnie na równi! Uważam, że każdy kto będzie w Australii powinien zrobić road tripa i przejechać drogę B100. To trasa prowadząca wzdłuż oceanu przez 243 km wzdłuż południowo- wschodniego wybrzeża kraju. Po drodze znajdziecie sporo punktów widokowych, a także będziecie mogli wjechać do eukaliptusowego lasu i wypatrywać misi koala. Punktem najważniejszym jest 12 apostołów- kolumny z wapienia stojące w morzu . To miejsce, które odkryłam przeglądając bloga podróżniczego, było impulsem do mojego wyjazdu. Magia! W drodzę na Wyspę Kangura koniecznie zatrzymajcie się w miasteczku Port Elliot w hostelu YHA- bardzo klimatyczne miejsce!

Remarkable Rocks to skały, które mieszczą się na Wyspie Kangura, na którą dotarłam z koleżanką płynąc promem. Ten środek transportu nie należy do tanich szczególnie jeśli musisz przewieźć auto. Dlatego nie jest to najbardziej oblegana destynacja turystyczna. Dzięki temu cieszyłyśmy się z dziewczynami australijską pustką, niesamowitymi formacjami skalnymi i bezkresem oceanu. Ten widok był naprawdę porywający. Takie miejsca do tej pory widziałam tylko na zdjęciach 🙂 Niesamowite, że natura może stworzyć coś tak pięknego.


Podkreślam każdemu, że 3 tygodnie w Australii to absolutne minimum! Czuję, że tylko lekką ją liznęłam 😉 Za co pokochałam ten kraj? Nie będę oryginalna! Za ludzi! Ich otwartość, nie przesadną uprzejmość (jak stwierdziłyśmy z Kasią w porównaniu do Amerykanów), za naturę! Nie miasta! Kilka osób twierdzi, że jednak się starzeje, bo zaczynam doceniać wsie, lasy i pola ponad drapacze chmur 🙂 Wiecie co? Bardzo mi z tym dobrze !

Bardzo chciałabym tam jeszcze wrócić. Odwiedzić Tasmanie a później odwiedzić Nową Zelandię 🙂 To plan na kolejne 2-3 lata !

Szczęśliwiej!